O stabilności, a raczej o tragicznych skutkach jej braku

Wyobraźmy sobie jakiegoś Pana Jana. Pan Jan to nikt wielki: przeciętna żona, pewna ilość przeciętnych dzieci, przeciętna praca i takież za nią wynagrodzenie. Przeciętne są także poglądy Pana Jana na rzeczywistość. Ci dobrzy, ci źli, ale – że „dobrych” sam wybierał a do „złych” dostępu nie ma – bez napinki, ot, czasem się kurwa z macią z ust Pan Jana przed płaskim ekranem wyrwie, i to cała manifestacja.

Przeciętne jest także otoczenie Pana Jana. Ne ma tam wielkich ludzi, ale i nie ma cuchnących meneli, czy agresywnych kiboli. W takim otoczeniu Pan Jan i wielu innych Panów Janów to ludzie czasem uroczy, czasem nieznośni, ale generalnie, idzie z nimi żyć. Jest Pan Jan studium osobnika dobrze przystosowanego do środowiska a także elementem populacji dobrze funkcjonującej w swoim ekosystemie.

Ale ekosystem, zwłaszcza społeczny, nie zawsze bywa przeciętny. Czasem, w chwilach zmian społecznych i historycznych, bywa też groźny. Gwałtownie rozchwiewa się równowaga informacyjna takiego środowiska – a populacje i biocenozy, czyli Panowie Janowie, jak umieją, tak wykorzystują cechę, w biologii zwaną radiacją adaptacyjną. Polega ona na zdolności uruchomienia rezerw potencjałów osobniczych każdego Pana Jana z osobna tak, aby choć częściowo przywrócić równowagę psychiczną każdego osobnika.

Jakie to rezerwy? Różne, panie, różniste. Zależą od tytułowej stabilności. Jeśli jest Pan Jan osobnikiem niestabilnym, to niewielkie nawet zmiany środowiska, np. zmiana władzy, powodują, że Pan Jan zaczyna wszędzie widzieć spisek międzynarodowego żydostwa, choć wcześniej zupełnie go to nie interesowało. Albo też nagle Pana Jana oświeca i staje się on pożytecznym idiotą takiej czy innej siły politycznej. Jeszcze inne obserwowane w takich sytuacjach zjawisko, to zainteresowanie się Pana Jana zdecydowanie od niego młodszymi kobietami, ezoteryką albo niezawodnymi systemami rozbicia banku w jakiejś grze hazardowej.

Tak, czy owak staje się Pan Jan z dnia na dzień inną, niż ją znaliśmy, osobą. Nie każdy może z nim się teraz wódeczki napić, oj, nie każdy. I zupełne nie widzi Pan Jan tego co się z nim dzieje, jemu się wydaje, że wciąż. jest taki sam jak wczoraj i przedwczoraj. A jeśli mu kto zwróci uwagę na te zmianę, reaguje Pan Jan mieszaniną zdziwienia i agresji. I tyle było człowieka…

Czasy takie, że Panów Janów pod dostatkiem. Ba, coraz to ich przybywa. A to dlatego, że „coś” – tyleż nieodgadnione, co i potężne – bezceremonialnie bierze ludzi w posiadanie, przeprogramowuje ich mózgi, i na automaty do własnej reprodukcji przerabia. Filozof Hegel może by nazwał „to coś” Duchem Dziejów, biolog Richard Dawkins wirusem kulturowym (memem) – wiadomo, o co chodzi. W każdym razie u Pana Jana przyjemność bycia razem dyjabli biorą, trzeba się opowiedzieć, po czyjej jest się stronie, a jeśli po niewłaściwej, lub, co gorsza, żadnej, marny, człowiecze twój los! Z mety zaczniesz robić za żyda, lewaka, faszystę, najgorszy sort człowieka, czy innego tam wroga ludu.

Żeby było śmieszniej, szczepionka na opisaną tu chorobę Pana Jana jest znana i bardzo skuteczna: to wprawianie się od najmłodszych lat w samodzielne myślenie i takież odczuwanie, kultywowanie codzienne odrobiny dystansu i luzu (także do siebie samego), z zaufaniem korzystanie z własnego zdania i własnego poczucia humoru… No ale antyszczepionkowcy nasi dzielni także i w tej szczepionce znaleźli już śmiertelną chemię, które związek z autyzmem, debilizmem, żydactwem i lewactwem został „naukowo udowodniony”.

Tak zatem niestabilności i związanemu z nią organicznie wzmożeniu narodowemu/społecznemu/ politycznemu (niepotrzebne skreślić) wróżę niniejszym świetlaną przyszłość. Tylko kto będzie po tym wszystkim sprzątał? Bo jest jakoś tak, że nawet gdy środowisko się przekształci, odnajdzie swoje nowe równowagi, ustabilizuje się wreszcie po okresie burzliwych przemian – niestabilne osobniki z dnia na dzień spokojnieją. Panowie Janowie udają, że nic się nie stało, znów można się z nimi wódeczki napić, choć wczoraj jeszcze głośno gadali o wieszaniu na latarniach. Ale co zniszczyli w okresie swej niestabilności, to już od latarni nie bardzo da się żywe odciąć…

Kto będzie leczył zaczadziałych Panów Janów z ich zaczadzenia, zanim jeszcze w amoku dziejowym potężnych szkód narobią?

Advertisements
Standard

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s